poniedziałek, 29 października 2012

Wesele polaczka

Przyznajcie, że w myślach zanuciliście Rynkowskiego.
Wesela są jedną z niewielu rzeczy, które poruszają w mojej duszy strunę polaczkowatości. Polaczkowatość bowiem to nie tylko wąsy, wielki brzuch, rumiana gęba, śmietnik pod zlewem, 15-letni lanos w gazie, schabowy z kapustą, skarpety do klapków Kubota, zrywanie boków przy kabaretach na TVP2 i klaskanie po udanym lądowaniu samolotu. To także błysk w oku na myśl o tym, że po godzinie katuszy w kościele będzie się można nażreć i napić za darmo w nieograniczonych ilościach.