poniedziałek, 26 maja 2008

Byłem w Gdańsku, w związku z tym nienawidzę harcerzy

Widok na Gdańsk
Gdańsk to naprawdę piękne miasto. Mieliśmy okazję (ja i moja dziewczyna) zabrać się tam z grupą... harcerzy. Wiem, że to rodzi wiele pytań, ale od razu powiem, że nie chce mi się na nie odpowiadać. Po prostu tak wyszło i tej wersji się trzymajmy, hej przygodo.

Przez 2,5 dnia pobytu zdążyłem znienawidzić harcerstwo. Do tej pory uważałem skautów za lekko nieprzystających do naszych czasów niegroźnych błaznów. Myliłem się - są to potwory, zamordyści, żałośni i irytujący. Na domiar złego przypominają socjalistów - tj. bohatersko walczą z problemami nieznanymi normalnym ludziom.

Ktoś powie: generalizuję. "Nie można wrzucać ludzi do jednego worka", "kim jesteś, aby oceniać innych" itd. No ale skoro powstało określenie „harcerstwo”, to pewnie po to, żeby w szybki sposób opisać pewną grupę ludzi o podobnych cechach. I cechy te wymieniłem w poprzednim akapicie.

Przed wyjazdem postawiono jeden warunek: w harcówce (bo mieliśmy nocować w harcówce) nie można pić alkoholu. To drobiazg, pomyślałem...

Przepraszam na chwilę, nie mogę się skupić, bo robotnicy ocieplający mój blok właśnie śmieją się, że „coś spierdolili”... Ok, już w porządku, zjechali piętro niżej.

...Okazało się jednak, że cały nasz wyjazd jest zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach i grafik ten uwzględnia też nas. Pierwszego dnia zaproponowano nam grę polegającą na chodzeniu po starówce, zbieraniu karteczek, które wskazywały nam miejsce ukrycia dalszych karteczek i tak do mety. Uznaliśmy, że pobawimy się z nimi z godzinkę i oddalimy się do swoich spraw - czyli piwa i gofrów na rynku.
Otóż nie - zabawa trwała godzin 6, a potem wróciliśmy do harcówki na obiad.

I tu trzeba zanotować parę słów o obyczajach harcerzy. Gdy nalewają wodę z czajnika do kubka i parę kropel spadnie na ceratę, cała ekipa ostrzega nalewającego, że „czajnik siusia”. Worki na odpady nazywają „śmiećworkami”, kisiel „glutem” (wypowiadając tę nazwę mają nieziemski ubaw), a napoje gazowane „syfami”. Przed każdym posiłkiem mówią „smacznijmy sobie” - polega to na tym, że ktoś mówi „smacznego” do osoby po jego lewej stronie, tamta do następnej i tak w kółko, a jak dojdzie do końca, to kolejka wraca w prawo z „dziękuję”. Coś jak przepijanie do siebie, tylko bez wódy.
„Smacznijmy sobie” - no kurwa.

Symbol zamordystów
Plan dwudniowego wyjazdu układali - jak sami przyznali - półtora tygodnia. Zwieźli do Gdańska tonę jedzenia, mimo, że w tym nadmorskim mieście sklepów nie brak, a ceny są pewnie niższe niż w Warszawie. Oszczędzają 20 groszy na butelce wody i zamiast normalnej mineralnej piliśmy popłuczyny marki Carrefour. Sos do makaronu rozwadniają do niemożliwości i zamiast gęstego myśliwskiego mieliśmy brązową wodę. Nie piją dobrej herbaty, bo tradycją rajdów harcerskich jest wywar z siana marki Minutka. Na pociąg wychodzą o godzinę za wcześnie i siedzą 50 minut na dworcu obserwując, jak menele obrzygują się nawzajem nieserdecznie. I tak dalej.

Obiad skończył się o 20.00, poprosiliśmy więc o czas wolny - pójdziemy we dwoje na spacer i za dwie godziny wrócimy. Spojrzeli na nas zdegustowani - przecież w planie były gry planszowe i „glut”. Przepraszając za zamieszanie wyszliśmy, zaznaczając, żeby zaczęli bez nas, jeśli się spóźnimy.

Po opuszczeniu harcówki odetchnęliśmy z ulgą i udaliśmy się na upragnione piwo. Tu spotkał nas zawód: pubów było jakoś mało. Wiadomo, że to starówka i nastawiają się na starych Niemców, no ale żeby nie było gdzie piwa wypić w jakimś przyzwoitym szynku? W końcu coś tam znaleźliśmy i postanowiliśmy nie wracać do tych oszołomów, bo cofniemy się w rozwoju, grając w durne gry.

Wróciliśmy z 40-minutowym opóźnieniem i harcerze przypuścili na nas zmasowany atak. Tzn. nie okładali nas kijami (było Boże Ciało, nie wypadało), ale zgładzili nas słownie - że przecież umawialiśmy się na tę i na tę godzinę, że musieli grać bez nas, że nie są tanim biurem turystycznym, że zasady harcerskie. Zrobiło nam się ich żal i złożyliśmy publiczną samokrytykę. Zepsuliśmy im wspaniały wieczór.

Chociaż niezupełnie. Dzięki ich miłosierdziu załapaliśmy się jeszcze na kilka atrakcji. Najpierw staliśmy dookoła świeczki i słuchaliśmy harcerskich piosenek, potem zapanowała w harcówce wielka radość z powodu przyrządzania kolejnego już „gluta”, a wreszcie zainaugurowano grę planszową, związaną z dzikim zachodem.
Harcerzom najbardziej przypadł do gustu wspomniany „glut”. Tonąc we łzach spowodowanych spazmatycznym śmiechem wyjaśnili nam przełomowe Prawo Gluta:
Dla n smaków „gluta” (n dąży do nieskończoności), „glut” jest zawsze czerwony.

Zmieszali 5 smaków kisielu i rzeczywiście wyszedł czerwony. Dacie wiarę?! A jednak.
Na koniec poszliśmy spać.

Następnego dnia było lepiej, bo zorganizowali nam laser tag (elektroniczny paintball) - było to świetne i każdemu polecam. Wystrzelałem skautów jak muchy.

Wreszcie nastąpił powrót. Na szczęście siedzieli w osobnym przedziale. Ale i to nie uchroniło nas przed uczestniczeniem w odśpiewaniu pieśni harcerskiej, stojąc ze złączonymi rękami na korytarzu w wagonie. Nie pamiętam, żebym przeżył kiedykolwiek większe upokorzenie. Pisząc o tym czerwienię się ze wstydu, nie wyszydzajcie mnie przynajmniej na mieście...

Gdy się rozstaliśmy (w sensie my z harcerzami, nie ja z dziewczyną), odetchnąłem z ulgą. Choć Gdańsk - jak mówiłem na początku - jest naprawdę pięknym miastem. Czuwajcie.

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Fajny ten nowy blog, ale obawiam się, że to już nie będzie ten sam klimat.

Nagły Atak Spawacza - ZHP..

andrzej pisze...

chujowy ten blogger, lepszy byl lewyziom.blog.pl

anuś pisze...

Tymczasem mi nowa odsłona bardzo się podoba. Nie znalazłam punktu do przypierdolenia jak przedmówcy.
A więc urodziła się jednak taka dziewczyna, która przeszła pomyślnie wszystkie testy i sprostała wyśrubowanym wymaganiom...:D
Pozdro,
Sis*szczecin

kvaseek pisze...

Lewy, ale mnie wkurwiłeś. Nie wiem czy jeszcze pamiętasz, ale mój blog stworzyłem z zainspirowania Twoim starym, jakiś czas temu przestałem w nim pisac i pomyślałem sobie, że założę nowego bloga. Chciałem to zrobic w sobotę. W moich myślach układała się nawet forma mojego nowego bloga i co najgorsze wyglądem przypominałby Twój. Teraz niestety nie wypada mi go zakładac, bo o ile stworzenie jednego w oparciu o Twój pomysł nie było chyba niczym złym to teraz jakby to kurwa wyglądało? Gdybym się nie znał i założył tego bloga to sam nazwałbym się głupim chujem. Wkurwiłeś mnie Lewy.

Adrian Lewandowski pisze...

Celowo Cię wkurwiłem. Ale nie przejmuj się, zakładaj nowy blog, niech będzie nawet kopią tego. Zupełnie mi to nie przeszkadza. Zresztą obecny wygląd to dopiero wersja przedfinalna, będę jeszcze eksperymentował z kolorami (może coś w klimacie starego?).
Na stary już mi się nie chciało pisać, na nowy mi się chce.

Stary Wyga pisze...

Te Lewy, na naszej klasie cię znalazłem, i się kurwa zastanawiam czy z tym seminarium, Jezusem na pierwszym miejscu i paroma innymi pierdołami to serio? Zawsze głęboko wierzący byłem w twój ateizm, zresztą sam wyznaje ten kult właśnie. Dziwię się gdy to zobaczyłem. Chcę wyjaśnień!

kvaseek pisze...

Jeśli pobłogosławiłeś mój pomysł to wystartuję z nowym blogiem, który na pewno nie będzie kopią Twojego.
A kolory tego bloga są wg mnie dośc dobre.

Anonimowy pisze...

Kurwa, zjebałeś z tym blogiem. Tamten był o bezchmurne niebo lepszy.

Adrian Lewandowski pisze...

Jestem otwarty na sugestie. Narzekanie przy braku sugestii równa się nakazowi wypierdalania.

Anonimowy pisze...

A ja jestem za. I wpisem i blogiem. Popieram Adriana. Oby więcej harcerskich przygód, nie to, że Ci źle życzę, ale...hmm. No ciekawe te spotkanie z zielonymi ludkami, czy szarymi, nie wiem, jakie oni tam uniformy noszą.
Wracając, do sedna, dobrze się to badziewie czyta!

Pozdrawiam, Idrille :)

Anonimowy pisze...

kolory zdecydowanie na plus! ciężko się czytało na czarnym tle, czasem kopiowałam do worda bo oczy nie dawały rady, ale to już nie było to samo:)
pzdr
ps. rozgladaj sie czasem dookola jak siedzisz w barze;)

Adrian Lewandowski pisze...

Rozglądam się! A kogo nie zauważyłem?

julka n pisze...

Nie wszyscy harcerze tacy sa! Ja jestem w ZHR i jest inne (zeby nie powiedziec leprze) od ZHP. ZHP to jest to co wlasnie opisales a ZHR to fajni i mili ludzie z ktorymi milo sie spedza czas. POZDRAWIAM WSZYSTKICH HARCERZY A MIEDZY INNYMI 87 GDANSKA DRUZYNE HARCEREK I HARCERZY!! CZUWAJ!

Prześlij komentarz

Skomentuj i się podpisz.